za oknem - bieżący analizator polityczny

„Bolek” czy nie? Nigdy się nie dowiemy

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

Wałęsa wszedł już do światowej historii i nic ani nikt go stamtąd nie wymaże, a Kaczyński ani nie wszedł, ani nigdy nie wejdzie. Za kilkanaście nikt już nie będzie o nim pamiętał, tak, jak o Dodzie, czy Dudzie

Najpierw określę swój stosunek do Lecha Wałęsy. Kiedyś, jak dla milionów Polaków, był dla mnie bóstwem, kimś bez wad, symbolem walki o niepodległość, jak Kościuszko, jak Piłsudski, jak Anders. Na początku lat 90. zacząłem dostrzegać jego wady, nimb boskości odpadał, jak tynk z niszczejącego gmachu. Z czasem Wałęsa zaczął mnie drażnić swoim zadufaniem, egocentryzmem, narcyzmem, bufonadą, powtarzaniem w kółko kilku sloganów, miganiem się od odpowiedzi na ważne pytania, arogancją, ale mimo tego symbolem tego, o czym wspomniałem wyżej być nie przestał. I dla mnie i dla świata.

 Choć procesu jeszcze nie było i nie wiadomo czy będzie, Lech Wałęsa został już osądzony, nawet jego przyjaciele z czasów „Solidarności”, przychylni politycy i dziennikarza, już nie półgębkiem, lecz wprost przyznają, że Wałęsa esbeckim kapusiem był, przyjmując za prawdę i na wiarę średnio wiarygodne oświadczenie pisowskiej komisji, której zwierzchnikiem jest mgr Ziobro Zbigniew, a tymczasem nadal jest tak, że babka na dwoje wróżyła.

Komisja, o której mowa, podlega Ministerstwu Sprawiedliwości, czyli Zbigniewowi Ziobrze, więc już to jest wystarczającą podstawą, by kwestionować ogłoszone przez nią wyniki eskpertyz, a przecież w sprawach takiej wagi, gdy w rachubę wchodzi skazanie kogoś na śmierć cywilną, takowe gremium powinno składać nie tylko z osób podporządkowanych PiS-owi, lecz również z przedstawicieli innych sił politycznych. W cywilizowanych państwach, podobne komisje zrzeszają osoby reprezentujące różne partie polityczne, na ekspertów powołują niezależnych fachowców.

 

Dobrze pamiętamy, jak kilka lat temu rozdarły się pisowskie japy, że komisja Milera, a później Laska, badające sprawę katastrofy smoleńskiej nie były obiektywne, ponieważ powołał je rząd PO-PSL, że ich jedynym celem było zmycie krwi z rąk Tuska i Putina.

Wyobraźmy sobie np. taką sytuację: PiS przestał rządzić, nowy rząd, nienawidzący Kaczyńskiego et consortes, wymienia kierownictwo Instytutu Pamięci Narodowej oraz pozostałych pracowników i niebawem ci nowi, gdzieś, w którymś z licznych archiwów odkrywają, jakieś nieznane wcześniej akta, z których wynika, że Jarosław Kaczyński był esbeckim donosicielem. IPN publikuje w internecie jego zobowiązanie, oraz pokwitowania, z których wynika, że brał kasę, bułgarski koniak, wątrobiankę i wołowinę bez kości. Oczywiście oskarżany o współpracę prezes PiS protestuje, na ulice wylegają tłumy jego zwolenników, wrzeszczących, że to prowokacja, zemsta komuchów, byłych esbeków, Żydów i licho wie kogo jeszcze. W odpowiedzi na protesty rząd powołuje komisję mającą na celu wyjaśnić, czy ujawnione dokumenty są autentyczne. Komisja już jest, bo ma charakter stały i podlega nowemu ministrowi sprawiedliwości. Premierem nowego rządu i partii rządzącej jest facet, który nienawidzi Kaczyńskiego, ponieważ w czasach kiedy rządził PiS facet ten doznał od tej władzy, a szczególnie od prezesa, wielu upokorzeń.

Premier wzywa ministra sprawiedliwości i instruuje go: - Masz skończyć Kaczora, jeśli tego nie zrobisz tracisz stanowisko, jeśli ktoś w komisji się nie podporządkuje wywalasz tę osobę na zbitą mordę.

Komisja bierze się do roboty – wyznacza biegłych, ale wcześniej minister zastrzega, że biegli mają być tak dobrani, by potwierdzili autentyczność dokumentów.

Mija kilka miesięcy, w TVP1, w porze największej oglądalności, świetle jupiterów, pojawia się przed kamerami komisja, która ogłasza, że dokumenty są autentyczne, że Kaczyński na bank donosił, że jedyne zastrzeżenia dotyczą dwóch, trzech nieważnych karteluszków. Komisja nie ogłasza natomiast, że takie orzeczenia biegłych z zakresu grafologii, że tak, że na pewno - można psu w dupę wsadzić, ponieważ nie są one tzw. dowodem naukowym, którym jesr np. obecność alkoholu w krwi, bądź trucizny w organizmie itp. Ekspertyza grafologiczna ma charakter „ocenny”, pomocniczy i z praktyki sądowej wynika, że bardzo często werdykt jednego eksperta różni, nieraz skrajnie się od wniosków innego, i wie o tym każdy student, który zaliczył zajęcia z kryminalistyki. Tym bardziej wie o tym każdy sędzia, czy adwokat. Nie ma też grafologów, którzy za swoją ekspertyzę daliby sobie uciąć choćby ćwierć najmniejszego palca.

Wie o tym Wałęsa, wie o tym Kaczyński.

Wróćmy jeszcze do hipotetycznych kwitów Kaczyńskiego. Gdyby rzeczywiście wypłynęły na jaw sfałszowane, nawet od początku do końca, dokumenty kompromitujące Prezesa IV RP, znakomita większość jego zwolenników nie dałaby wiary, uznając, że to prowokacja esbeków, Szwabów, Ruskich, Żydów, muzułmanów, Świadków Jehowy i wyznawców Potwora Spaghetti. I rzeczywiście byłaby to prowokacja, tyle że nie w wykonaniu wyżej wymienionych sił, lecz jakiegoś mściwego ludka, lub ludków, którym Kaczyński nastąpił na odcisk. Takim samym ludkiem jest Jarosław Kaczyński, który poprzysiągł Wałęsie zemstę, za to, że ten wykopał go ze swojej kancelarii, a uczynił to, ponieważ Kaczyński był nielojalny. Dziwne, że obecny właściciel Polski ma o to pretensje, bo on przecież lojalność, a wręcz wiernopoddańczość ceni najbardziej, nielojalni, lub choćby o nią podejrzani tracą jego łaski.

Druga część społeczeństwa, wroga prezesowi, bądź tylko niesympatyzująca z nim, przyjęłaby ogłoszenie owej hipotetycznej komisji, za prawdę, może nawet wśród niektórych zwolenników zostałoby zasiane ziarno wątpliwości, może uwierzyliby w jego współpracę z tajnymi służbami PRL. Tym bardziej, że jest w jego życiu sporo niejasności, choćby jego niekompletna teczka. Warto byłoby ustalić dlaczego jest przetrzebiona i czego tam brakuje, ale nie śmiałbym tylko na tej podstawie twierdzić, że Kaczyński kapował.

Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, czy Wałęsa był esbeckim kapusiem, bo nie ma na to żadnych dowodów, a to, co jest potrafi zakwestionować nawet najgłupszy kauzyperda, bo pewność 50. procentowa, to nie jest żadna pewność, nie ma czegoś takiego. Jedno jest pewne: Wałęsa wszedł już do światowej historii i nic ani nikt go stamtąd nie wymaże, a Kaczyński ani nie wszedł, ani nigdy nie wejdzie. Za kilkanaście nikt już nie będzie o nim pamiętał, tak, jak o Dodzie, czy Dudzie.

Janusz Mlynarski {jcomments on}