za oknem - bieżący analizator polityczny

Powstańcy to kapusie, czyli historia po pisowsku

Ocena użytkowników:  / 1
SłabyŚwietny 
Powiązanie dwóch kompletnie różnych wydarzeń jest jednym z elementów nowej polityki historycznej, polegającej na zakłamywaniu faktów i jeśli PiS porządzi dłużej niż jedną kadencję, możemy się spodziewać, że obchody smoleńskie zepchną w cień rocznice PW, jako mniej ważne, aż do całkowitego zdominowania ich przez „zbrodnię” smoleńską.

Mija 72. rocznica Powstania Warszawskiego, tym razem obyło się bez skandalicznych zachowań “prawdziwych Polaków” - nie było gwizdów i buczenia, jak w ubiegłym roku, ale Macierewicz przeforsował swój chory pomysł, by, wbrew woli powstańców połączyć tę rocznicę z katastrofą smoleńską.

http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,pierwsza-uroczystosc-z-apelem-pamieci-to-nie-ma-racji-bytu,208162.html

 

Eksponowanie katastrofy smoleńskiej, funkcjonującej w środowiskach pisowskich i około-pisowskich, jako zamach „tusko-ruski-komoruski”, jest jednym z przejawów zapowiedzianego przez Jarosława Kaczyńskiego – pisania „historii prawdziwej”. W jego wizji, nie Powstanie Warszawskie, nie zbrodnie OUN-UPA, lecz właśnie katastrofa smoleńska, co ja mówię – zamach smoleński, przecież, była największą tragedią w historii naszego narodu.

Początkowo myślałem, że to jedynie wytwór chorego umysłu obecnego właściciela Polski, czyli rzeczonego Jarosława i zdania nie zmieniam, jednak po skojarzeniu pewnych faktów doszedłem do wniosku, że owo powiązanie tych dwóch kompletnie różnych wydarzeń jest, również, elementem nowej polityki historycznej i jeśli PiS porządzi dłużej niż jedną kadencję, możemy się spodziewać, że obchody smoleńskie zepchną w cień rocznice PW, jako mniej ważne.

 

O tym, że mamy do czynienia z konsekwentną realizacją nowej polityki historycznej,lub -jak kto woli - „odkłamywania historii” - świadczą następujące fakty: oto okazuje się, że to Lech Kaczyński doprowadził do strajków w 1980 roku, a w konsekwencji do powstania „Solidarności”,on wprowadził Polskę do NATO i – w końcu – on oddał życie za Polskę, ginąc nad podsmoleńskim lotnisku. On i pozostali ludzie z PiS, bądź z nim sympatyzujący. Jest, co prawda pewien kłopot, bo przecież wśród ofiar były również osoby z SLD, PO, PSL, ale z czasem i z tym będzie można sobie poradzić, wystarczy pomijać ich nazwiska. Kolejny przejaw, to kult „żołnierzy wyklętych” i pomniejszanie roli Armii Krajowej, choć przecież owi „wyklęci” wywodzili się głównie z AK, ale już, tu i ówdzie, w różnych publikacjach, wspomina się, że AK „dało ciała”, ponieważ wzięło udział w akcji „Burza”, a np. NSZ nie. Co nie jest prawdą, ponieważ wiele oddziałów AK i BCh, również nie usłuchało rozkazu traktowania sowietów jako sojuszników i wspierania ich.

 

Mamy też całkiem świeżą sprawę dotyczącą mordu w Jedwabnem oraz pogromu kieleckiego. Owszem sporo jest niejasności zarówno w przypadku Jedwabnego, czy Kielc. Sprawy nie są do końca zbadane, szczególnie, ta jedwabieńska, jednak, jak do tej pory nie ma dowodów na to, że zbrodni dokonali Niemcy, albo zmuszeni przez Niemców, Polacy – jeśli już, to wszystko wskazuje na to, że za przyzwoleniem Niemców, ale – powiadam – sprawę tę trzeba rzetelnie zbadać, stąd też pani minister Zaleska, nie prawa jednoznacznie twierdzić, że to Niemcy.

 

Kaczyński powiedział, że chce przywrócić Polakom dumę z ich historii, ale robi to w identyczny sposób, jak dzieje się, to na Ukrainie, choć jeszcze nie, w tak bezczelny, czyli poprzez lukrowanie historii.

Nie jestem za tym, żeby brać nie swoje winy na siebie, kłaść uszy po sobie w obliczu niczym nie popartych zarzutów, czyli pomówień, ale odpierajmy je poprzez rzetelne kontrargumenty, w postaci prawdziwych dowodów. Owszem, to miłe wrażenie czuć się narodem bez skazy, ale takich narodów nie ma, nie było i nie będzie, lecz nie bijmy się w piersi, kiedy jakiś Giles Cohen, czy Stepehen Fry powie, że ulubioną rozrywką Polaków, było palenie Żydów w stodołach, a wręcz przeciwnie – ostro reagujmy, wkraczając nawet na drogę sądową.

 

Macierewicz dopiął swego - ofiary smoleńskiego wypadku trafiły na listę nie poległych, co prawda, lecz listę pamięci, listę zasłużonych dla Powstania Warszawskiego, nie trafił na nią Władysław Bartoszewski, choć przecież udział w powstaniu brał, ale miał to nieszczęście, że wielokrotnie zadarł z obecnym władcą, mówiąc, co o nim myśli.

Obecnie PiS robi co może, by skompromitować prawie stuletniego weterana PW, gen. Zbigniewa Ścibor-Rylskiego, fundując mu u schyłku życia proces lustracyjny. Pomagierzy Kaczyńskiego, panoszący się obecnie w IPN wynaleźli mu, że współpracował z UB, sprawa trafiła do sądu, dla pomagierów nie miał i nie ma znaczenia fakt, że Generał współpracował z bezpieką na rozkaz poakowskiego podziemia dostarczając mu istotnych informacji. Przeciwko ciąganiu gen. Ścibor-Rylskiego protestowali byli powstańcy, byli akowcy, ale na nic to się zdało.

 

P prawicowe media odsądziły Generała od czci i wiary. I to również należy łączyć z zapowiadanym, przez Kaczyńskiego, „odkłamywaniem historii” - zaczęło się od Ścibor-Rylskiego, ale należy się spodziewać, że i innym powstańcom, szczególnie tym, którzy głośno protestowali przeciwko łączeniu Smoleńska z Powstaniem Warszawskim, pomagierzy coś w archiwach wykopią. Aż wreszcie okaże się, że o Powstaniu nie warto wspominać, bo walczyli tam sami ubeccy kapusie, którzy na rozkaz Stalina specjalnie, to powstanie przegrali, i miejsce dotychczas obchodzonej rocznicy PW zajmie np. Dzień Pisowców Poległych w Zamachu Smoleńskim.

 Janusz Młynarski {jcomments on}