za oknem - bieżący analizator polityczny

Niepokorni, niezależni i prawi? Reszczyński i inni

Ocena użytkowników:  / 3
SłabyŚwietny 
Nie wystarczy powiedzieć o sobie: „Jestem szlachetny i mądry.” - trzeba, to jeszcze udowodnić. Tymczasem polskie media tzw. prawicowe, a tym samym ich dziennikarze samozwańczo i bezczelnie określają siebie mianem „niepokornych” i „niezależnych”. Wobec kogo niezależnych i wobec kogo niepokornych? - pytam.

Najpierw niezbędne wyjaśnienie. We wstępie użyłem terminu „tzw. media prawicowe”, tak zwane, ponieważ w Polsce nie ma mediów prawicowych, podobnie, jak nie ma prawicy, z jednym wszakże wyjątkiem, a jest nim konserwatywno-liberalny „Najwyższy Czas” organ prasowy, rzeczywiście prawicowej partii KORWiN i wszystkich jej poprzednich wcieleń, pozostałe natomiast, które mienią się prawicowymi są jedynie konglomeratami różnych, często sprzecznych idei, pojęć, czyli – krótko mówiąc- „cuda na kiju”. Oprócz Janusza Korwin-Mikkego i dziennikarzy „Najwyższego Czasu” jest jeszcze jeden publicysta prawicowy, konsekwentnie prawicowy, i to jest Stanisław Michalkiewicz, obecnie wolny strzelec, sympatyzujący z partią Janusza Korwin-Mikkego. Pozostali nie mają prawa się tak określać. Dlaczego? Podam jeden przykład – otóż pisowski program „500 zł+”, to projekt lewicowy, a coś co jest lewicowe, nie jest prawicowe, podobnie jak czarne nie jest białe. W związku z tym każdy, czy to zwykły obywatel czy znany publicysta, który wspomniany projekt akceptuje nie ma prawa uważać się za prawicowca.

Przykładów mógłbym mnożyć, ale chciałbym uniknąć wchodzenia w boczne wątki.

Reszczyński i inni

Kilka dni temu, przypadkiem, natknąłem się w Youtube, na rozmowę z Wojciechem Reszczyńskim. Przypomnę, że to była gwiazda peerelowskiej telewizji, a ściślej „Teleekspressu”. Obecnie rzeczony Reszczyński jest uosobieniem dziennikarstwa „niepokornego”, „niezależnego” itp. Użyłem tu cudzysłowu nie przypadkiem, ponieważ w Polsce, tacy dziennikarze są rzadkością i jeśli już, to występują jedynie w mediach niszowych.

Dziennikarz naprawdę niezależny ma odwagę być krytyczny wobec wszystkich sił politycznych, widzieć dobre i złe rzeczy u jednych i u drugich. Przyjrzyjmy się zatem „niepokornemu” Reszczyńskiemu.

Żurnalista prowadzący wywiad, w jakiejś prawicowej „telewizyjce”, z b. gwiazdą „Teleekspresu”, indagował w sprawie „Bolka” i tym, co mogła jeszcze zawierać szafa Kiszczaka, dodam jeszcze, że prowadzący przedstawił Reszczyńskiego, jako działacza antykomunistycznej opozycji, „Solidarności” i w ogóle byłego dysydenta.

Przyjrzałem się biografii Wojciecha Reszczyńskiego i – raczej nie wynika z niej, że odnosił się z jakimś wstrętem, do znienawidzonych przez siebie komunistów. Wprost przeciwnie – w reżimowych mediach robił tam godną pozazdroszczenia karierę.

W 1977 roku trafił do I Programu Polskiego Radia, i to od razu do sztandarowych produkcji tego medium – prowadził „Sygnały Dnia”, „Cztery Pory Roku” oraz „Lato z Radiem”i pracował tam do ogłoszenia stanu wojennego. W wikipedii jest lakoniczna wzmianka, że w 1980 wstąpił do „Solidarności”, natomiast w mediach prawicowych, pisze się już o nim jako o jej „współzałożycielu”. Co dzieje się dalej z „antykomunistą” Reszczyńskim? Jest rok 1982, stan wojenny w „pełnym rozkwicie”, wielu, nawet szeregowych działaczy ówczesnej opozycji antykomunistycznej przebywa w ośrodkach dla internowanych, a nawet więzieniach, ci, co pozostali na wolności angażuję się w działalność podziemną: drukują ulotki, kolportują, pomagają rodzinom internowanych, tracą pracę. Tymczasem w mediach rozpoczęła się weryfikacja dziennikarzy, nadzorowana przez Służbę Bezpieczeństwa. Wielu z nich straciło pracę i tym samy źródło utrzymania.
O okropieństwach, których doświadczyli dziennikarze w ponurych czasach stanu wojennego i później, przy powtórnej weryfikacji w 1989 roku pisze b. dziennikarka peerelowskiej telewizji, a później TVP – Barbara Rogalska.

http://www.warszawa.mazowsze.pl/solidarnoscrtv/weryfikacja.html

Gorąco polecam lekturę tego materiału, bo pomoże w nieco inny sposób spojrzeć na różnych takich, co dziś mienią się „niezależnymi”, „niepokornymi”.

Bezbolesna weryfikacja

Wojecie Reszczyński przeszedł weryfikację bezboleśnie, bo jeszcze w tym samym roku, czyli 1982 został zatrudniony w Programie III Polskiego Radia, w „Zapraszamy do Trójki”. Walczył tam z komuną do roku 1986, za co -rzeczona komuna – ukarała go czyniąc pierwszym prezenterem „Telekspressu”, przez co stał się jedną z najbardziej popularnych postaci w Polsce. Równie bezboleśnie przeszedł weryfikację w 1989 roku, kiedy dogorywający reżim miał jeszcze władzę nad mediami. Wtedy to Reszczyński płynnie wpasował się w nową rzeczywistość – zaangażował się w popieranie Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, a później agitował w jego kampanii wyborczej. Trzeba przyznać, że ostro jechał wtedy na komunę, a jeszcze ostrzejszy stał się, kiedy TVP dostała się w ręce ludzi Unii Demokratycznej – późniejszej Unii Wolności.
Jak wiadomo środowisko to, nie popierało kandydatury Wałęsy, lecz opowiadało się za Mazowieckim. Reszczyński tym razem postawił na niewłaściwego konia, a ściślej konie, bo należy pamiętać, że bracia Kaczyńscy również wspierali Wałęsę w nadziei, że dzięki niemu wezmą Polskę we władanie. „UD-ecy, którzy zdominowali rząd Mazowieckiego, a później Suchockiej, pozbyli się dziennikarzy o „niewłaściwych” poglądach, w gronie których znalazł się również Wojciech Reszczyński. Od tego czasu jego „walka z komuną” przybrała na sile, a im dalej od czasów, w których komuniści rządzili Polską, tym Reszczyński bardziej odważny, bardziej pryncypialny, bardziej antykomunistyczny, niepokorny, niezależny i w ogóle.

Tropiciele „farbowanych lisów”

Dziś, „inkryminowany”- przeze mnie- gwiazdor peerelowskiej tivi robi za autorytet w środowiskach i mediach, które zaciekle lustrują różnych kolaborantów, „przefarbowańców”, które znów rozpostarły sztandary z napisem „dekomunizacja”, a najgłośniej domagają się tego ci, którzy w czasach PRL komunę wspierali, albo siedzieli cicho. Dziś oni są „niepokorni”, dziś potrafią dopieprzyć Breżniowowi, Bierutowi, Jaruzelskiemu, Kiszczakowi – tacy odważni. Na tym jednak nie koniec, bo wzięli się jeszcze za innych „zdrajców”: Wałęsę, Frasyniuka, Kuronia, Michnika, Krzywonos, Chrzanowskiego, Miłosza, Bartoszewskiego i wielu wielu innych.

Tak się składa, że całkiem sporo tych piętnujących, tych, którzy stawiają się w roli sędziów jest na bakier z najzwyklejszą dziennikarską rzetelnością, nawet dłoń i nie zadrży, okiem nie mrugną, kiedy przyjdzie im napisać paszkwil na kogoś, rozsiewać plotki, albo wytwory chorej wyobraźni.

Takich było wielu

Wiele mam do zarzucenia „Gazecie Wyborczej”, w której, zresztą, pracowałem wiele lat, ale gdyby ją porównać, choćby z „Gazetą Polską”, mieniącą się „strefą wolnego słowa”, to śmiem twierdzić, że „GW”, pod względem owej wolności i obiektywizmu, bije na głowę „GP”. W tygodniku „Polityka”, w „Tygodniku Powszechnym”, nawet „Krytyce Politycznej” zdarzało i zdarza mi się znaleźć próby opisywania rzeczywistości, które można uznać za względnie obiektywne. W „Krytyce Politycznej” Sławomir Sierakowski chwali prospołeczny program PiS, w ostatniej „Polityce”, Edwin Bendyk twierdzi – bez jakiejkolwiek ironii – że przekazanie pieniędzy Rydzykowi, zamiast na walkę ze smogiem w Krakowie było słuszne. W „Gazecie Wyborczej” materiały o współpracy Wałęsy z SB, i rozważania różnych autorów i „gazetowych” i tych zewnątrz, różniących się w spojrzeniu na domniemaną czy rzeczywistą współpracę SB. Brak kategorycznych ocen ferowanych wobec tych czy innych osób. Opinie pojawiają się dopiero w odautorskich komentarzach. W mediach prawicowych, może z wyjątkiem TV Republika oraz katolickiego „Naszego Dziennika”, w których to mediach newsy rozdzielane są od komentarzy. W pozostałych, to totalna krytyka tego co niepisowskie i peany dla wszystkiego co pisowskie.

Oczywiście każdy widzi,to co chce -ze świecą szukać ludzi, którzy potrafią ocenić kogokolwiek lub cokolwiek bez emocjonalnego zaangażowania, ale przecież mogą próbować, a dziennikarzy, publicystów dotyczy to w szczególności.

Czepiłem się Reszczyńskiego, ale takich Reszczyńskich są całe stada. Iluż to takich, którzy służyli dawnemu reżimowi jawnie, lub tajnie, służy dziś Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ilu z nich zgadza się z jego linią tak ślepo i do końca? Czy naprawdę nie mają wątpliwości? Jak to jest, że człowiek wykształcony, obyty w świecie, myślący przecież, nie ma żadnych wątpliwości, że jak koń dorożkarski, sunie drogą wytyczoną przez woźnicę? Ale to nie wszystko, bo pozostaje kolejna kwestia – dlaczego ktoś, kto rozlicza innych, lub uważa, że ma takie prawo, najpierw sam siebie nie rozliczy? Czy „Reszczyńscy” stawiający się w roli arbitrów są w swoim arbitrażu wiarygodni? Czy w ogóle mają prawo do oceniania innych? Może wydaje im się, że nikt już nie pamięta kim byli wcześniej?

Zależni niezależni, pokorni niepokorni

W ciągu minionego ćwierćwiecza namnożyło się w Polsce mediów, które w nazwie albo pod nazwą umieszczają „niezależność” lub „niepokorność”, albo „niepoprawność, ale gdy się wczytać w zawarte w nich treści jedno rzuca się w oczy- absolutna czołobitność wobec Jarosława Kaczyńskiego i PiS oraz ojca Tadeusza Rydzyka i jego moherowych zastępów.

Trudno w publikacjach owych „niepokornych”, „niezależnych”, „niepoprawnych, znaleźć, choćby nieśmiałą próbę, choćby cień próby krytycznej wypowiedzi wobec wyżej wspomnianych jegomościów, ich błędnych decyzji, niestosowności. Nikt nie ośmiela się zadawać niepoprawnych pytań, bo mogłyby urazić dygnitarzy IV RP, bądź dostojników polskiego Kościoła, nikt nie zastanawia się nad tym, czy ambitne plany rządzącej obecnie ekipy mają szanse powodzenia i nikt nie wskazuje pól minowych, na których owe plany mogłyby udać się w kosmos.

TVP, przejęta przez PiS, coraz bardziej przypomina medium z czasów PRL – manipulacja i kłamstwo. Słynna informacja Krzysztofa Ziemca, o tym, że grafolodzy potwierdzili prawdziwość podpisów Wałęsy na ubeckich kwitach, albo Macieja Orłosia o filmie”Spotlight”, że mowa w nim o „pedofilii w Bostonie”, choć film dotyczy pedofilii wśród bostońskich duchownych. Do tego próby wrobienia prof. Jadwigi Staniszkis we współpracę z SB po tym, jak ośmieliła się skrytykować Jarosława Kaczyńskiego i jego politykę.

Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym po tej, rzekomej prawej stronie, nie dopatrzył się, nielicznego co prawda , grona dziennikarzy, których uwierają pisowskie kajdany i próbują przemówić własnym głosem, potrafiący zdobyć się na niepoprawność, to: Piotr Skwieciński, Łukasz Warzecha, Paweł Lisicki. Dołączyłbym do tego grona jeszcze Rafała Ziemkiewicza, ale on rozchwiał się po wyborach zupełnie raz chwali PiS, a innym razem za to samo chwali. Trochę za mało tych jaskółek, by uczyniły wiosnę, ale jest to jakiś dowód na to, że można -trwając przy własnych -poglądach, być niepokornym.

Zasłużyć na to miano

Wrócę jeszcze do mediów „pokornych”. Jeśli ktoś uważnie śledził w ubiegłym roku treści serwowane przez media rządowe i prorządowe, a więc TVP i Polskie Radio, oraz, że wymienię tylko kilka „prorządowych”: „Gazeta Wyborcza”, „Newsweek”, „Polityka”, „Polsat”, „TVN”, to musiał zwrócić uwagę, że w porównaniu z mediami pisowskim i pro-pisowskimi, były one wzorem pluralizmu – mieli tam okazję wypowiadać się przedstawiciele różnych opcji politycznych, programy informacyjne, w porównaniu z obecnymi były szczytem obiektywizmu, pamiętam również, że wyliczone przeze mnie media, a w szczególności „Gazeta Wyborcza” i „Newseek” do tego stopnia znęcały się nad PO, iż miałem wrażenie, że zostały podkupione przez PiS obietnicą ogłoszeń rządowych.

Być może te pseudo-niepokorne media potrzebują czasu, być może ich dziennikarze muszą trochę pożyć w pisowskich realiach i przejrzą na oczy. Nie chodzi o to, żeby zmienili poglądy, lecz o to, żeby z fanatyków i klakierów zmienili się na naprawdę niezależnych i niepokornych, żeby-po prostu-zasłużyli na to miano.{jcomments on}

Janusz Młynarski                                         (

  fot. http://paluchtomcia.salon24.pl