Nie lubię poniedziałków

Polityczne fekalia na powstańczych grobach

Ocena użytkowników:  / 7
SłabyŚwietny 

To, co w sobotę wydarzyło się na Cmentarzu Powązkowskim podczas oficjalnej uroczystości mającej uczcić pamięć 200 tys. ofiar zagłady miasta i powstańców, było jak chluśnięcie fekaliami na te ofiary i pamięć o nich.                                                                                                                                  Przepraszam, za tę niesmaczną metaforę, ale nie mogę się pogodzić z tym, że polityka wtargnęła nawet na cmentarze i nie ma już dla niej żadnych świętości.

Miałem już gotowy artykuł na temat najtragiczniejszego – w ponad tysiącletnich dziejach Polski - wydarzenia, ale przeczytałem w mediach, o tym, co działo się 71. rocznicą Powstania w kwaterach powstańców na Powązkach i wpadłem w szał i zdecydowałem, że najpierw, to skomentuję i dopiero wtedy opublikuję artykuł „właściwy”**.

Buczenia i gwizdy, w momencie, kiedy, ktoś – bez względu, na to, kto - mówi o wielkiej tragedii polskiego narodu, to nie jest zwykłe chamstwo, lecz przejawy arcy-chamstwa, bezmyślności, zdziczenia, i nie wiem czego jeszcze - brak mi słów. To przejaw bardzo złych obyczajów, które zawładnęły polską polityką po 1989 roku i, które powodują, postępujące niestety, dziczenie narodu, choć jeszcze- dziękować Bogu - nie całego.

Niby nie powinno mnie, to dziwić, w kraju, gdzie krzyże, już od lat służą jedynie do bicia po łbach ateuszy, innowierców, „invitrowców”, „lewaków”, „lemingów”, „żydofili”, „homosiów” obu płci, feministek, „nieprawomyślnych” artystów i naukowców, dziennikarzy etc. Krzyż stał się kijem bejsbolowym pseudo-katolików, a „broń” tę szczodrze rozdaje „betoniarska” część Episkopatu.

W tym haniebnym spektaklu wzięli udział ci, którzy uważają się za „elitę, elit” znalazł się. więc tam (na Powązkach) samozwańczy „Naczelny Strażnik Pamięci Narodowej” - Jarosław Kaczyński, oraz, lada chwila, urzędujący prezydent RP, Andrzej Duda, otoczeni gronem fanów. Nie przyszli oni tam, po, to, by uczcić pamięć 200 tysięcy ofiar zagłady Warszawy, powstańców. Ich celem była kampania wyborcza, bo już nie wystarczają kościoły do jej prowadzenia, „spędy jasnogórskie” itp.

Zdawać by się mogło, że od ludzi wykształconych, pochodzących ze „starych, inteligenckich rodzin” można wymagać czegoś, co, w cywilizowanych krajach, jest normą. Okazuje się jednak, i jeszcze nieraz się okaże, niestety, że nie! I tu znów nie powinienem się dziwić, bo – przecież - nikt inny, jak przedstawiciel „starej, mokotowskiej inteligencji”, wykorzystał śmierć swojego, tragicznie zmarłego, brata, do kampanii prezydenckiej w 2010 roku, dzieląc jeszcze bardziej - i tak już podzielonych – Polaków.

Jestem pewien, że kiedy Niemcy przystąpili do zagłady Warszawy, jej mieszkańcy, kryjący się w piwnicach rujnowanych i palonych domów, nie wiedli sporów ideologicznych, stali się wspólnotą, jednoczył ich nie tylko strach przed śmiercią, lecz, to, co w ludziach najpiękniejsze -współczucie i wzajemna pomoc, kiedy katolik pomagał ateiście, „czerwony” - „białemu”, a wielbiciel Dmowskiego, piłsudczykowi i na odwrót. Niejeden Żyd walczył na powstańczych barykadach, niejeden prawosławny, niejeden „pedał” chwytał za broń, czy, choćby za butelkę z benzyną, niejedna lesbijka narażała życie, jako łączniczka, ratowała ludzi, jako sanitariuszka, ginęli wierzący i ateusze. Ta tragedia, wydobyła jednocześnie, coś, co najpiękniejsze w człowieku: solidarność, poświęcenie dla innych, nawet za cenę życia, dowodząc, że można być człowiekiem bez względu na, to jakie poglądy się wyznaje, że nie liczy się orientacja seksualna, czy pochodzenie etniczne.

Myślę, że właśnie pamięć, o tym- co napisałem w poprzednim akapicie – powinna przyświecać obchodom kolejnych rocznic Powstania Warszawskiego* , że w przegranym militarnie i politycznie starciu z „bez-człowieczeństwem”, zwyciężyło człowieczeństwo, że odnieśliśmy zwycięstwo moralne, co świadczyło o sile narodu. W ślad za tym powinno pójść przesłanie, że na co dzień możemy spierać, a nawet ostro się kłócić, popierać tych, a innych nie lubić, a jednocześnie mieć świadomość, że jest też coś, co nas łączy, coś, co jest piękne, ludzkie, coś, z czego wszyscy możemy być dumni. W taką rocznicę powinniśmy myśleć o sprawach najważniejszych, ludzkich, pięknych, uniwersalnych, o tym, że potrafiliśmy wznieść się nad różne podziały, że nie ujawniły się- poza nielicznymi przypadkami – złe cechy ludzkie, egoizm, skłonność do zdrady, tchórzostwo, wyjmowanie korzyści z czyjegoś nieszczęścia. Pamiętajmy, więc, żaden cmentarz, nie tylko Powązkowski, nie tylko powstańcze kwatery nie są miejscem demonstrowania swojej niechęci do władz, macie od tego ulice i place, a nawet świątynie. Mało wam?

Janusz Młynarski

(*)Pisanie tej nazwy od dużych liter nie jest błędem ortograficznym, choć nie jest to nazwa własną. Duże litery mogą być użyte,np. po, to, by np. podkreślić szacunek do jakiegoś wydarzenia, lub jego ważność.

(**) „Właściwy” artykuł czytaj tu:  http://thepolishreview.co.uk/index.php/home/kategoria-2/1210-powstanie-warszawskie-krwawy-absurd.html