Nie lubię poniedziałków

Muzułmanie muszą odejść – może już czas zacząć obrzydzać im życie w Europie?

Ocena użytkowników:  / 65
SłabyŚwietny 

Trzeba obrzydzić życie w Europie muzułmańskim „świętym krowom” i w miarę możliwości zapędzić z powrotem tam, skąd przyszli i nie wpuszczać nowych., a jeśli już koniecznie chcą tu zostać, to niech akceptują miejscowe zasady.{jcomments on}

Bez względu na to, czy masakra w Paryżu jest prowokacją francuskich tajnych służb, czy nie, z muzułmanami w Europie należy zrobić porządek i najlepiej od zaraz i nie chodzi, tu o akty terrorystyczne, które mają i jeszcze długo będą miały charakter incydentalny, lecz bardziej o to, że wyznawcy islamu „deeuropeizują” Europę czyniąc, coraz większe wyrwy w naszej tradycji spychając nas do roli ludzi drugiej kategorii na naszym własnym terytorium. Czas z tym skończyć i zacząć obrzydzać wyżej wymienionym życie w Europie, a wraz nimi eliminować z polityki, tych, którzy do tego doprowadzili i czynią, to nadal.

 Wbrew pozorom nie jestem durniem, który uważa, że za całe zło, za spychanie wartości europejskich na margines odpowiedzialni są wyłącznie muzułmanie. Ktoś ich tutaj przecież przywiódł, kto dał im większe prawa, ograniczając jednocześnie prawa rdzennym Europejczykom. Wcześniej z kolei, ktoś te państwa kolonizował, narzucał im własną kulturą, a teraz mamy do czynienia z procesem neo-kolonizacji tych terenów, co dzieje się pod pretekstem walki z terroryzmem islamskim i koniecznie trzeba tu dodać, że owo zjawisko, czyli islamski terroryzm jest w znacznej mierze dziełem, tych, którzy ten terroryzm stworzyli, czyli USA, Francja, Wielka Brytania, po to, by mieć -najogólniej mówiąc – kontrolę nad ropą i gazem. A wszystko, to nie po, to, by obywatele tych państw mieli lepiej, lecz po, to, żeby garstka najbogatszych ludzi na świecie, mogła być jeszcze bogatsza. To USA stworzyły Osamę bin Ladena i USA go unicestwiły i takich przykładów można by przytaczać w nieskończoność.

Drugi aspekt tej sprawy, też ma związek z tymi, którzy rządzą światem (a chcą rządzić jeszcze bardziej) czyli wspomnianą już garstką bogaczy – to, im zależy na ciągłym osłabianiu Europy i na ciągłej destabilizacji, poprzez kreowanie kryzysów gospodarczych, inspirowanie konfliktów na tle religijnym, narodowościowym itp. Konflikt rosyjsko-ukraiński i wmanewrowanie weń Europy, to również ich dzieło.

Dzięki systematycznemu ogłupianiu Europejczyków przez polityków realizujących cele swoich mocodawców. Ogłupianie polegało m.in., że muzułmanie państwach, w których się osiedlili, otrzymali większe prawa niż miejscowi, bo niby, jako mniejszość są w nich społecznie upośledzeni, nie mogąc się realizować itp.

Takie wsparcie, wiążące się z pozwalaniem niemal na wszystko, wiążące się z bezkarnością, musiało zaowocować rozpasaniem się wyznawców islamu w Europie.

 

Wiadomo do czego prowadzi hodowanie żmij na własnych piersiach. Właśnie teraz, po raz kolejny przekonują się o tym Francuzi. Przez długie lata zamykali swoje granice przed imigrantami z Europy Wschodniej, przez wiele lat wmawiano Francuzom, że największym zagrożeniem dla nich jest polski hydraulik, zacofany, nietolerancyjny katolik, natomiast bramy dla przybyszów z krajów islamskich, były permanentnie szeroko otwarte, choć przecież wiadomo ile islam ma wspólnego z tolerancją. I rzec, by się chciało: dobrze im tak, ale problem w tym, że sprawa nie dotyczy, tylko Francji, lecz całej Europy, a jeśli tak, to również Polski.

Właśnie na forum jednego ze znanych brytyjskich dzienników, gdzie występuję pod pseudonimem „YourPolishNightmare”, stoczyłem kolejny bój w obronie Polaków, kultury europejskiej, jej najwyższych wartości, w tym najważniejszej według mnie – wolności. 

Różne są jej definicje, różnie też poziom wolności w naszej kulturze można oceniać, ale bez wątpienia jest ona daleko większa niż w krajach Orientu, oraz wszędzie tam gdzie panuje islam.

Nawet najbardziej gościnny gospodarz, wymaga, żeby goście, szczególnie ci, którzy zamierzają się zatrzymać u niego na dłużej, przestrzegali pewnych zasad – nie hałasowali po nocach, nie gwałcili mu córek, nie robili kupy do umywalki, nie śmiecili, nie kradli, no i oczywiście nie obrażali go i nie krytykowali jego upodobań, tradycji, lub czegokolwiek w jego domu. Tym bardziej, że ów hipotetyczny gospodarz karmi, daje zarobić i zbytnio się nie wtrąca. 

 

We wspomnianej gazecie, choć, to nie jakiś tabloid, lecz powszechnie szanowane medium, bardzo często natykałem się na wpisy dyskutantów, którzy wychwalali pod niebiosa Farage'a i jego koncepcję polityki imigracyjnej, dość zgodnie twierdząc, że głównymi winowajcami złej kondycji brytyjskiej gospodarki (daj Boże Polsce taką złą kondycję), są imigranci, a ściślej ich nadmiar, i tu wskazywano na „Eastern Europeans”, ale, przede wszystkim na Polaków, bo ich jest na Wyspach najwięcej. A skoro już się winowajcę znalazło, to przypisano mu domniemane i prawdziwe grzechy, łącznie z żebraniem na ulicach. 

Pomijając już fakt, że przeciętny Anglik nie dzieli „Eastern Europeans” na nacje (dla niego Polak, Rumun, Węgier, Czech, Rosjanin, to jeden diabeł). W swoich potyczkach z brytyjskimi dyskutantami byłem, niemal całkowicie osamotniony, albowiem nikt mi racji nie przyznawał „minusując” moje wypowiedzi ile wlezie. Głównym zarzutem wobec moich rodaków, było – oczywiście - to, że nie chce im się pracować i przyjeżdżają tu po zasiłki i i inne korzyści, które daje tutejszy system socjalny.

Drugi zarzut, który wyklucza pierwszy, to taki, że „przyjeżdżają i zabierają Brytyjczykom pracę”. Czyli – zabierają pracę, ale nie pracują. Czyli, co robią do k... nędzy? 

 

W swoich wpisach publikowałem również linki do statystyk, z których wynikało, że na Wyspach jesteśmy najpracowitszą nacją, wśród której poziom zatrudnienia jest najwyższy (ponad 80 procent) i, że w bardzo umiarkowanym stopniu korzystamy , ze zdobyczy brytyjskiego systemu pomocy państwa. Nikt się ze mną nie zgadzał ani wtedy później, ani później, gdy zadawałem pytania dotyczące przyszłości Europy w obliczu islamskiej ekspansji. Pytanie jakie zdałem brzmiało: „Dlaczego przeszkadzają wam biali chrześcijanie, którzy tyrają na was, przestrzegają waszych praw, a hołubicie tych, którzy wasze żony i córki nazywają dziwkami, którzy żądają w waszym kraju specjalnych praw i, którzy jednocześnie gardzą waszymi wartościami i zwalczają was? Nikt nie raczył udzielić merytorycznej odpowiedzi, natomiast poleciał w moją stronę stek wyzwisk, z których „rasista” i „ksenofob” były najłagodniejsze.

Być może w tutejszej polityce imigracyjnej, a szczególnie tej, lansowanej przez UKIP, tkwią jakieś -choć wątpię - głębsze racje, których mnie, Polaczkowi, nie sposób pojąć.

 

Kiedy pojawiły się enuncjacje na temat masakry w Paryżu, znów wtrąciłem swoje trzy grosze, pisząc – z grubsza- to samo, co w poprzednich postach i tym razem, o dziwo, dostałem sporo plusów. Musiało stracić życie 12 niewinnych osób, żeby coś doszło, do ciemnych, wyspiarskich łbów.

Chcę wierzyć, że ofiara krwi nie poszła tym razem marne i co raz więcej ludzi w Europie dozna przebudzenia. W Niemczech, to się już dzieje – ostatni, cotygodniowy marsz w obronie wartości europejskich, organizowany w Dreźnie w każdy poniedziałek, zgromadził 30 tys. osób, czyli trzykrotnie więcej niż zazwyczaj, a działo się, to jeszcze przed paryską masakrą.

Wierząc, że pracownicy „Charlie Hebdo” nie zginęli na darmo, dopadają mnie jednak wątpliwości, bo czy ujęcie islamskich bandytów i nawet przykładne ukaranie, nie uspokoi opinii publicznej. Czy nie pojawią się głosy „obrońców praw człowieka”, że „nie wszyscy muzułmanie są terrorystami”, że „nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej”. Niby nie można, ale, w tym wypadku, trzeba. Nie chodzi tu o to, by wszystkich wyznawców islamu wtrącić do więzienia, lecz, o to, by mieli nie większe, lecz takie same prawa jak inni mieszkańcy danego kraju. Chcesz tu mieszkać, musisz przestrzegać naszych praw, szanować nasze tradycje, naszą religię, naszą kulturę, obyczaje itp. Chcesz państwa islamskiego, won z powrotem tam, skąd przybyłeś! 

Nie można -rzecz jasna, jak stwierdziłem już wcześniej - winić za wszystko muzułmanów, bo przecież ktoś im na to pozwolił, ktoś zagwarantował im większe prawa niż rdzennym mieszkańcom, większe nawet niż te, które mają u siebie.

Ktoś ich rozpuścił zasiłkami, darmowymi mieszkaniami, dofinansowaniami do meczetów, islamskich szkółek, szkół, uniwersytetów (kuźnie radykalnego islamu), ktoś zrobił z nich „święte krowy”. Dodam tu jeszcze coś tak oczywistego, że w krajach, gdzie rządzi islam, niemuzułmanie muszą przestrzegać tamtejszych praw i obyczajów, bo inaczej kamieniem w łeb, lub na wiele lat do więzienia, o czym przekonali i przekonują się tamtejsi chrześcijanie. 

 

Może te 12 ofiar wystarczy, może już ta gorycz zacznie się przelewać i jej fala wypłucze z Europy islamskie śmieci, może wreszcie w Europie zacznie się obcinać łby różnym pyskatym, ziejącym nienawiścią do chrześcijan mułłom i imamom, może zaczną wylatywać w powietrze meczety, bo chyba tylko przemocą można odpowiedzieć na przemoc.

 

Na moich rodaków oraz na przedstawicieli innych nacji patrzyłem z uczuciem politowania, ale też i złości, kiedy kibicowali obu Bushom, gdy ci wszczynali wojny w Iraku. Trzeba było być naprawdę wybitnym idiotą, by cieszyć się z tego, że Amerykanie wprowadzili tam „demokrację”, wieszając rękoma swoich irackich przydupasów Saddama Husajna . A przecież, kto, jak nie on utrzymywał kraj i region w względnej stabilizacji. A Syria, to samo. Kto wzniecił tam rebelię i szkolił, zbroił rebeliantów i doprowadził do wojny? Nie „Ruscy” przecież!

Bliskowschodnie i północnoafrykańskie autorytarne reżimy, zgodne zresztą z tamtejszą tradycją jednoosobowego przywództwa sprawiały, że Bliski Wschód w porównaniu z tym, co dzieje się obecnie, był oazą spokoju.

A propos „Ruskich” - kiedy w sposób krwawy, ale inaczej się nie dało, robili porządek w Czeczenii, paruset polskich debili, w tym wielu deklarujących wiarę chrześcijańską, wspierało czeczeńskich bandytów, choć bandyci nie ukrywali, że są zwolennikami Kalifatu Islamskiego, o który teraz walczy ISIS. Czyż nie są to dokumentni idioci, czy jak pisał Lenin, „użyteczni” ?. Rosja pokazała, co należy robić, by wybić islamistom kalifat z głów. było.

 Zdaję sobie sprawę z tego, że moje wypowiedzi brzmią cynicznie, brutalnie i ksenofobicznie, ale w Wielkiej Brytanii jestem już na tyle długo, że mogę pokusić się o podsumowanie moich obserwacji na temat społeczności muzułmańskiej i nie da się ukryć, że są one w opozycji do opinii wielu różnej maści arabistów, orientalistów, religioznawców i i innych specjalistów zafascynowanych światem islamu. Moje obserwacje -jak sama nazwa wskazuje – dotyczą tego z czym się zetknąłem bezpośrednio, zobaczyłem na własne oczy, doświadczyłem na własnym tyłku i zweryfikowałem zapoznając się z opiniami innych, szczerymi opiniami - dodam. Muzułmanie są różni, tak jak i inni ludzie, ale bardziej niż innych jednoczy ich religia. Od dziecka mają prane mózgi, od dziecka żywią pogardę dla innych religii, taki religijny szowinizm, przekonanie o własnej wyższości, przekonanie o misji powierzonej im przez Allacha, skutkuje tym, że stanowią prawdziwe zagrożenie dla kultury europejskiej. Tu przytoczę wyniki badań przytoczone na stronie https://muslimstatistics.wordpress.com . Zebrano je głównie z brytyjskich mediów. Wynika z nich, że 80 proc. londyńskich muzułmanów (1.03 mln) popiera Państwo Islamskie. W skali całego kraju 56 proc. We Francji 69 proc popiera. w Niemczech 46 proc. Wyciągając średnią wychodzi na to, że prawie 60 proc. muzułmanów mieszkających w tych trzech państwach (ponad 6, 5 mln) popiera coś, co jest niezgodne z racją stanu tych państw).

A przecież to tylko trzy państwa, a gdyby tak policzyć w pozostałych 25? Ponadto 40 proc. muzułmanów w Wielkiej Brytanii chce wprowadzenia prawa koranicznego (szariat), jako prawa równoległe obowiązującego, ale tylko w stosunku do muzułmanów, do tego, co drugi wyznawca islamu popiera zamach przeprowadzony w Londynie 7 lipca 2005 kiedy w zamachu bombowym na autobus zginęło 56 osób.

Choć owe dane dobrano dość tendencyjnie, to same w sobie są prawdziwe, pokazują np. kto popełnia najwięcej przestępstw w Szwecji – nie, nie Polacy, lecz muzułmanie, szczególnie dobrze radzą sobie w przestępczości zorganizowanej opanowując, takiej jak handel narkotykami, żywym towarem itp. Ktoś o gołębim sercu powie, by dać spokój tym ludziom -dali się ogłupić, to nie ich wina. No dobrze, a czyja w takim razie. Zarówno tych, którzy dali się ogłupić, jak i tych, którzy ich ogłupiają.

No, ale czas i na to, by wrzucić parę kamyczków do naszego ogródka. Otóż w Polsce też nie brakuje psycholi – to fanatycy w moherowych beretach, pseudo-strażnicy wartości chrześcijańskich, podopieczni szaleńców bądź biznesmenów i szarlatanów w sutannach, którzy robią wodę z mózgów przykrytych moherami, kadząc im, że są solą tej ziemi, że dzięki nim, ich żarliwej wierze i trwaniu przy krzyżu oraz Najświętszej Panience, Polska jest Polską. No dobrze Polska jest Polską, bo w porównaniu z krajami zachodnimi jest jednolita narodowościowo jest pełno kościołów i Kościół rządzi państwem, ale co z tego, gdzie te wartości, które miałaby odnowić Europę? Czy można to zrobić poprzez rytuały, obrzędy, procesje, wyzywanie wszystkich, którzy zamiast moheru mają mózgi, którzy są patriotami, ale nie wydaniu Rydzykowym – komuchami, żydo-komuchami, żydami, lemingami, lewakami?

Według mnie naczelną wartością kultury chrześcijańskiej jest wolność, ponieważ Bóg dał człowiekowi prawo wyboru i tej zasady należy bronić w każdy sposób. Ta wartość, za nim stała się trwałym składnikiem współczesnej kultury europejskiej, została okupiona wielką daniną krwi, by powstało coś co odróżnia naszą tradycję, od tradycji islamu. Milionyludzi, za sprawą Kościoła, zginęło na stosach, straciło życie w bratobójczych wojnach. Nie mamy prawa zmarnować tej daniny. Bronić należy również innego przejawu wolności – wolności słowa.

Nieważne, że Nieznalska powiesiła genitalia na krzyżu (przecież to Bóg stworzył genitalia, nie Szatan), nieważne, iż w „Zachęcie” pokazano rzeźbę JPII przywalonego głazem, że w Poznaniu pokazano jakąś sztukę, w której przedstawiono Chrystusa nie tak, jak życzyłby sobie Kościół. Nie na tym polega obrona kultury chrześcijańskiej, związanych z nią wartości. Jeśli jesteście tak słabej wiary, że boicie się jakiejś głupiej rzeźby, czy obrazka, to nie macie prawa mówić, że jest to obrona wartości chrześcijańskich, bo zachowujecie się dokładnie tak, jak muzułmanie, tyle, że pod innym szyldem.

Nie życzę sobie, żeby ktoś bronił mojej wiary, lub niewiary i nie mam najmniejszej ochoty bronić czyjejś. Mam prawo do własnego zdania na każdy temat, bez względu na, to czy się to komuś podoba, czy nie, czy obraża, to czyjeś uczucia takie, lub owakie, czy nie. I tego należy bronić przed tymi, którzy uważają, że są nieomylni.

Oprócz wolności mamy jeszcze Dekalog i Biblię – jedno i drugie, wskutek majstrowania przy nich poprzedniej epoce, różnią się od oryginałów, ale mimo tego zachowały swoją istotę – nie kraść, nie zabijać( w oryginale - „nie mordować”), nie kłamać i nie oszukiwać, nie podbierać sobie żon i mężów. Dużo tego nie ma i jak się chce, to można, toteż tym, którzy bronią wartości zalecam, by postępowali według wskazań zawartych w Dekalogu i Ewangelii – dawanie dobrego przykładu, będzie najlepszą obroną owych wartości.

Polsce „zmuzułmanienie” nie zagraża, podobnie jak zmiana struktury narodowościowej, za bardzo jesteśmy przywiązani do „swojego”, nie grozi nam również „multi-kulti”, bo my już to mamy – górale, Ślązacy, Kaszubi, Łowiczanie, Kurpie, Podlasiacy, Lasowiacy, Ukraińcy, Łemkowie, Niemcy, Tatarzy (muzułmanie) Litwini i Białorusini i niech tak zostanie. Nowych na nam nie trzeba, bo podróżując po obcych krajach, wiemy czym wielokulturowość w ichniejszym wydaniu grozi. A jeśli już chcemy przyjmować jakichś imigrantów, to owszem – prześladowanych chrześcijan, buddystów.

Właśnie zajrzałem do wspomnianej już brytyjskiej gazety i serce roście: już Polacy nie są zagrożeniem, co raz więcej negatywnych komentarzy o muzułmanach. Przebudzenie? Wśród wpisów, był taki, który dostał najwięcej plusów. Czytelnik napisał, że ta masakra w Paryżu, to za mało, by Brytyjczycy naprawdę się przebudzili, że islamiści powinni zrzucić na Londyn bombę atomową i może wówczas przejrzeliby na oczy Przez ostatnie pół wieku Europa sam eliminowała się ze swoich tradycji wprowadzając w ich miejsce poprawność polityczną, której rozmiary już dawno przekroczyły granice zdrowego rozsądku – w wielu miejscach publicznych np. nie wystawiono świątecznych choinek, by nie ranić religijnych uczuć muzułmanów, wprowadzono różne bzdurne przepisy, i teraz taki Anglik, jak chce krytycznie wyrazić się o wyznawcach Allacha, to sto razy się obejrzy, czy ktoś postronny tego nie słyszy, bo taka krytyka może być dotkliwie ukarana, ale vice versa, to nie działa. Nie wiem, ale wydaje mi się, że to jakiś „hiperidiotyzm”, że ludzie we własnym kraju, boją się być sobą, by nie urazić przybyszy, którzy bezczelnie nadużywają gościnności.

Masakra w Paryżu, to kolejne ostrzeżenie dla Europy, a powiedziałbym wręcz, że to już właściwie wypowiedzenie wojny. I trzeba podjąć, to wyzwanie, a odpowiedź musi być jasna i zdecydowana. Już nie ma co pertraktować, bo dla wroga jakiekolwiek tego rodzaju działania uważane są za słabość. Już nie ma co ględzić, że to tylko margines bez większego poparcia, bo poparcie jest i to powszechne. Trzeba obrzydzić życie w Europie muzułmańskim „świętym krowom” i w miarę możliwości zapędzić z powrotem tam, skąd przyszli i nie wpuszczać nowych., a jeśli już koniecznie chcą tu zostać, to niech akceptują miejscowe zasady. Trzeba im odebrać zasiłki, zabronić "maskowania się" w miejscach publicznych odbrać dofinanasowania, a radykałom poobcinać łby i pokazać to w internecie. telewizji. Władze tego raczej nie uczynią, ale mogą to zrobić ludzie wybierając właściwych przedstawicieli, swoich przedstawicieli. Trzeba też uniemożliwić politykom ich realizowanie neokolonializmu, nie możemy pozwolić im na to, by „nieśli demokrację” tam, gdzie nikt sobie tego nie życzy.

Niech islam trwa tam gdzie się narodził, niech muzułmanie tam, w „warunkach naturalnych” kultywują w swoją wiarę i tradycje. Działając w ten sposób zlikwiduje się nie tylko skutki, lecz również przyczyny. To tak, jak z powodzią – gdy już poczyniła spustoszenia, to trzeba usunąć jej skutki i jednocześnie, korzystając z nabytych doświadczeń, zabezpieczyć się przed kolejną.

Mam świadomość, że moje słowa zostaną odebrane przez niektórych, jako podżeganie do nienawiści na tle religijnym i licho wie, jakiej jeszcze. Ci „niektórzy” mogą się nawet dopatrzyć analogii do tego, co spotkało europejskich Żydów w poprzednim wieku. Ale nie będą mieli racji, nie namawiam przecież do ich eksterminacji.Pisząc o obrzydzaniu życia muzułmanom, miałem na myśli dokładnie to, co napisałem wyżej – nie tworzyć im warunków lepszych niż mają miejscowi, nie pozwalać, im, by tworzyli państwa w państwach i pluli w twarz gospodarzom, a nawet zabijali Bogu ducha winnych ludzi, ci, co nie chcą zaakceptować naszych wartości, muszą odejść.

Janusz Młynarski