Nie lubię poniedziałków

Nieświątecznie o świętach, ale z nadzieją

Ocena użytkowników:  / 11
SłabyŚwietny 

To, czego doświadczam w przedświątecznym okresie dobija mnie psychicznie i sprawia, że jeszcze długo po świętach, nie opuszcza mnie uczucie nienawiści, szczególnie do rodaków, których w tym czasie widuję i słyszę na ulicach, autobusach, metrze i w sklepach.{jcomments on}

Chciałoby się cokolwiek świątecznie, ale nie wiem, czy mi się uda, bo właśnie wróciłem z zakupów – nie, nie świątecznych, bo nie celebruję żadnych świąt – potrafię pić bez okazji.

W zasadzie unikam robienia zakupów tzw. okresie przedświątecznym, ale nie zawsze się da, bo albo – za przeproszeniem papier toaletowy akurat się skończył, albo worki na śmieci, mleko, kawa chleb itp.

Choć nie mieszkam w typowo polskiej dzielnicy i za sąsiadów nie mam Polaków, to mam, to nieszczęście, że ulica przy, której się osiedliłem, jest skrótem do hipermarketu oraz, położonego w sąsiedztwie, polskiego sklepu. Od rana do wieczora ciągną przez moją ulicę polskie pielgrzymki, do wyżej wspomnianych „świątyń”.

„Pogadać, to ludzka rzecz” - brzmi slogan reklamowy pewnej kompanii, więc „pielgrzymi” gadają i słyszę owe konwersacje, ponieważ komputer mam usytuowany przy oknie. I, co słyszę:

- Mówiłam mu k.... debilowi, że tam trza było kupić choinkę, a ten, nie, k.... kupił za pięć funty drożej. Majonez też k..... mówiłam, że jest promocji, to on k.... kupił ten bez promocji.

-Mój taki sam debil, k.... Mowiłam mu kup swiatełka w funciaku, bo wykupię i ch...., a debil, że nie. No i wykupili k... i będą stare. Karpia k... zamówić zapomniał, dobrze, że matka kupiła więcej, to będę miała, ale tylko jednego. Ale ch... trudno! Albo:

-W czym idziesz do kościoła?

-Miałem iść w tej czarnej sukience i kurtce, co kupiłam w „tikeju”, ale Seba mówi, że wyglądam jak k...... Coś wykombinuję. Albo:

Wódki, żem k.....nie brał, browary tylko i ch....Bo na ch... jak Damian nawiózł spirtu. Gadał, że do sylwestra wystarczy.

Albo:

-Hej, k.... Natalia, Kaśka, zaczekajcie kurwa, wyleję się parku, bo już nie mogę k....aaaaaa, czekajcie! Poje...ło was!?

Albo: -

Zamknij k... ten ryj, bo ci, k.... przypier..... i zamkniesz na się na amen (matka do dziecka).

W sklepach, to samo, na twarzach złość, zmęczenie, kłótnie, pretensje, zarzuty, pośpiech, tony żarcia, pogoń, bo to święta, a jeszcze tego nie ma, a jeszcze, to by się przydało, jeszcze tamto...

Gdzie w tym wszystkim jest Boże Narodzenie, gdzie jest ten Jezus, który zachęcał do skromności, umiarkowania, do przekładania duchowości nad dobra materialne?

Ile procent naszego, w 95 procentach katolickiego, narodu zadaje sobie, takie pytania. Ilu z nas widzi tę bezrefleksyjność i komercjalizację, ten amok, który sprawia, że przy wigilijnym stole zasiadamy źli, zmęczeni, przepełnieni żalem, że nie było nas stać na więcej kiełbasy, więcej gadżetów, więcej szmatek?

Przepraszam za ten niezbyt radosny, ton, ale gnębiło mnie to. Życzę wszystkim Prawdziwych Świąt, pełnych magii i radości, podczas, których będzie czas na rozmowę z bliskimi, na przytulenie, które zainspirują do zmian na lepsze – czego i sobie, choć nie obchodzę, życzę.

Janusz Młynarski