UK

Amerykanie zbombardowalI szpital w Afganistanie – są zabici i ranni

Ocena użytkowników:  / 3
SłabyŚwietny 
Dziewięcioro zabitych i 37 rannych pracowników szpitala, oraz pacjentów w afgańskim Kunduz, to skutek nalotów amerykańskich bombowców, które wspierały siły rządowe broniące miasta przed atakiem Talibów. Choć dowództwo US Air Force otrzymało szczegółowe namiary, mające uchronić szpital przed bombardowaniem, bomby trafiły w szpital. Część rannych jest w stanie ciężkim i nie można wykluczyć kolejnych zgonów. - poinformowała rzeczniczka organizacji „Lekarze bez Granic”,Dalila Mahdawi.

W rozmowie z reporterem NBC News, Mahdawi podkreśliła, że zarówno władze w Kabulu, jak i Waszyngtonie zostały dokładnie poinformowane od dokładnej lokalizacji szpitala: - Przekazaliśmy współrzędne GPS i dlatego nie podjęliśmy żadnych działań w celu ewakuacji pacjentów i personelu, ponieważ byliśmy pewni, że nic szpitalowi nie grozi.

W szpitalu podczas nalotu przebywało 105 pacjentów oraz 80 członków personelu wśród, których byli lekarze, pielęgniarki i inni pracownicy szpitala oraz wolontariusze. Nalot, który rozpoczął w się o 2.00 w nocy trwał 30 minut, jego skutkiem była śmierć 9 pracowników, ciężko rannych zostało 37 osób w tym 18 pacjentów i 19 osób z personelu.

-Liczba ofiar śmiertelnych może się jeszcze powiększyć, ponieważ siedem osób znajduje się w stanie krytycznym, a rokowania w ich przypadku, nie są dobre. - obawia się rzeczniczka.

Szpital uległ poważnym zniszczeniom, a tymczasem przybywają do niego kolejne ofiary bombardowań z innych części miasta. Na stronie internetowej „Lekarzy bez Granic”, szef zespołu medycznego szpitala dr Masood Nasim , tak opisuje skutki bombardowania miasta:

-Od poniedziałku rano, przyjęliśmy 296 rannych pacjentów, w tym 64 dzieci, z tego 74 osoby były w stanie krytycznym. Ten szpital był jedyną placówką medyczną w okolicy, teraz z powodu zniszczeń nasze możliwości są bardzo ograniczone, co będzie miało kolejne tragiczne następstwa -wiele ofiar może nie doczekać pomocy. - ubolewa dr Nasim.

RRRRR

Gen. Robert Otto, szef amerykańskiego wywiadu lotniczego nie zostawił suchej nitki na rosyjskim lotnictwie po nalotach w Syrii. Według przez nikogo – jak do tej pory nie potwierdzonych informacji – podczas nalotów na pozycje ISIS miało tam zginąć 37 (zmalało już do 26) cywilów, w tym dziewięcioro dzieci (obecnie sześcioro). Gen. Otto stwierdził, że Rosjanie dysponują przestarzałymi samolotami, nie posiadającymi precyzyjnych przyrządów celowniczych dodając, że NATO, takie „starocie” wycofało z użycia 20 lat temu. O tego czasu Amerykanie chwalą się „precyzyjnymi uderzeniami na rozpoznane wcześniej cele”. Kilka dni temu pilotowane przez koalicjantów USA, Saudyjczyków samoloty zmiotły z powierzchni ziemi, w Jemenie 130. osobowe przyjęcie weselne, zamiast bojowników „Czerwonego Półksiężyca”. W maju, tego roku w syryjskim Sohr ofiarą amerykańskiej precyzji, padło 52 cywilów w tym 12 dzieci, 13 osób zaginęło w ruinach. Amerykańskie bombardowanie w Syrii, w kwietniu ubiegłego roku, zabiło 60 cywilów podczas nalotu na Ber Mahli, a dwa miesiące temu w irackim Hawijah ofiarą amerykańskich bom padło 70 cywilnych mieszkańców miasta. Lista ofiar jest długa, bo w sumie wynosi około 1000 osób (dane z sierpnia br.) - do takiej liczby przyznaje się Główne Dowództwo Sił Zbrojnych USA, ale zdaniem Chrisa Woodsa, byłego dziennikarza BBC, szefa organizacji Airwars, prowadzącej monitoring ataków lotnictwa na Bliskim Wschodzie, jest to zaledwie jedna trzecia prawdziwej liczby ofiar amerykańsko-saudyjskich nalotów.

Janusz Młynarski