Ukraińscy zbrodniarz w panteonie... polskich ofiar komunizmu

Ocena użytkowników:  / 1
SłabyŚwietny 

                                                                                                                         JANUSZ  MŁYNARSKI



Na warszawskich Powązkach, na tzw. Łączce powstanie mauzoleum, które będzie miejscem pochówku dla ofiar komunistycznych zbrodni czasów pierwszych 10. lat istnienia Polski Ludowej. Wśród nazwisk pomordowanych żołnierzy podziemia niepodległościowego, które mają pojawić się na frontonie budowli są również nazwiska ukraińskich zbrodniarzy, którzy mają na rękach krew tysięcy Polaków.

Panteon-Mauzoleum Ofiar Komunizmu, stanie w miejscu gdzie trzy lata temu odkryto 250 zwłok, przeważnie żołnierzy AK i NSZ oraz bojowników podziemia niepodległościowego pomordowanych przez UB oraz oficerów LWP zlikwidowanych przez Informację Wojskową. Panteon będzie też miejscem symbolicznego pochówku dla tych, których zwłok, rozsianych po całej Warszawie nie udało się ustalić. Na frontonie tej monumentalnej budowli zostaną umieszczone nazwiska i stopnie wojskowe wszystkich 250 ofiar. Lista nazwisk została już wstępnie zatwierdzona przez prof. Andrzeja Kunerta, przewodniczącego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa

Jakiż szok musieli przeżyć przedstawicieli organizacji patriotycznych i kombatanckich, kiedy na listach to zobaczyli nazwisko Myrosława „Oresta” Onyszkewycza. Szok był całkowicie uzasadniony, ponieważ, to oberbandyta, ważna figura w okrytej ponurą sławą UPA.

Do największych zbrodni Onyszkiewicza należy masowy mord we wsi Tarnoszyn na Lubelszczyźnie, którego dokonano 16 marca 1944 r. Wymordowano wówczas 80 osób. W poświęconym tym wydarzeniom artykule Leszka Wójtowicza pt. „Chcieli wybić całą wioskę” czytamy:

- Mój dziadek leżał na podłodze. Bez głowy. Do końca swoich dni będę o tym pamiętał - mówi drżącym głosem 75-letni Tadeusz Wolczyk, świadek zbrodni i autor wspomnień "Tarnoszyn w ogniu”.

(…) Gdy pod koniec lutego 1944 roku banderowcy wyrżnęli rodzinę Wolaninów, a kilka dni później zamordowali napotkanych przypadkowo na drodze czterech Polaków, mieszkańcy Tarnoszyna zaczęli trzymać warty. Ale na niewiele to się zdało.
Do zagłady doszło w nocy z 17 na 18 marca 1944 roku. Kilka sotni UPA okrążyło wioskę, a łuny płonących zabudowań szybko rozświetliły mroki nocy.
- Wszędzie słychać było krzyki mordowanych i serie z karabinów - wspomina ze łzami w oczach 78-letnia Tekla Nowak, której udało się przeżyć, bo ukryła się u życzliwego sąsiada Ukraińca.
To było piekło. - I tylko jeden przypadek litości - wskazuje Wolczyk. - Zwykły strzelec, gdy dostrzegł ukrytą w komórce z torfem kobietę z malutkim dzieckiem, miał odwagę skłamać. Widział ich dokładnie, ale powiedział swojemu dowódcy, że nikogo tam nie ma.
Akcją kierował Mirosław Onyszkiewicz, komendant zachodniego rejonu UPA. W tragiczną noc zginęło ponad 70 osób, w tym trzynaścioro dzieci. Najmłodsze miały po dwa latka. Banderowcy puścili z dymem 36 gospodarstw. Polacy, którym udało się przeżyć pożogę, opuścili wioskę. Ale niektórzy nie chcieli się nigdzie ruszać.
Dziesięć dni później - przy udziale funkcjonariuszy policji ukraińskiej pod dowództwem Iwana Maślija - upowcy dokończyli dzieła. Aresztowano pozostałych Polaków i pod pozorem spisania danych osobowych doprowadzono na posterunek w Szczepiatynie.

 W przydrożnym rowie zamordowano kilkunastu mieszkańców Tarnoszyna i Szczepiatyna. ”

 

Onyszkewycz mordował nie tylko Polaków, z jego rąk oraz rąk jego podkomendnych ginęły również rodziny polsko-ukraińskie, oraz ci Ukraińcy, którzy nie chcieli wstąpić do UPA, ukrywali Polaków, lub pomagali im w inny sposób, nie oszczędzano też ludności żydowskiej.

Do 1950 roku upowski watażka ukrywał się na Dolnym Śląsku, gdzie został rozpoznany i złapany. Podczas procesu, który odbył się we Wrocławiu został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w więzieniu mokotowski. Na Ukrainie Onyszkewycz uważany jest za bohatera i męczennika.

To jednak nie koniec ponurych niespodzianek. Tadeusz M. Płużański, znany historyk i publicysta, prezes Fundacji „Łączka” odkrył bowiem, kolejnych zbrodniarzy na wspomnianych listach.
Był tam jeszcze Piotr Soroka – członek UPA oraz jego dziewięciu towarzyszy broni, zbrodniarz hitlerowski Walter Mellentin, małżeństwo Irena i Alfred Mile – konfidenci gestapo, które wydawało żołnierzy AK, Jerzy Paramonow – powojenny seryjny przestępca (kradzieże, rozboje) i morderca oraz Szmul Ehrenreich – więzień kryminalny.

Nie wydaje mi się, żeby była to celowa robota znakomitego naukowca, jakim jest prof. Kunert, można go winić raczej za niedopatrzenie, warto jednak sprawdzić, kto wpisał na listy te osoby, bo raczej nie uczynił(a) tego nieświuadomie.

Na wieść o tym, że kaci, którzy mogli trafić do Panteonu, jako ofiary, w środowiskach kresowych zawrzało. Swój protest pt. "Wstrzymać budowę Panteonu Narodowego na Powązkach" ogłosiło Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie" – o czym poinformował ksiądz Tadeusz Isakowicz- Zaleski. Można też samemu wysyłać protesty na adres:

Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa

00-926 Warszawa ul. Wspólna 2 (IV p.)

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Sekretarz Rady OPWiM Andrzej Kunert.

(22) 628 45 04 , (22) 661 90 60

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

 

 Janusz Młynarski