"..bez kartki" - Wojciech Różański

IDA - sztuka nieustannego trzymania w napięciu czyli krótka opowieść o tym, jak myszy się garną do sera i ile jest wart worek złota.

Ocena użytkowników:  / 93
SłabyŚwietny 

IDA - sztuka nieustannego trzymania w napięciu 

wojczyli krótka opowieść o tym,  jak myszy się garną do sera i ile jest wart worek złota.

Cytat : ´” O ob­ra­zie Paw­li­kow­skie­go spe­cja­li­ści mówią jako o jed­nym z naj­więk­szych suk­ce­sów w hi­sto­rii pol­skie­go kina na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Film sprze­da­no do ponad 50 kra­jów. Obej­rza­ło go bli­sko 500 tys. wi­dzów w ki­nach we Fran­cji, ponad 100 tys. we Wło­szech oraz po kil­ka­dzie­siąt ty­się­cy w Hisz­pa­nii, Ho­lan­dii i Wiel­kiej Bry­ta­nii - to wy­ni­ki z Eu­ro­py. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych "Ida" zgro­ma­dzi­ła przed ekra­na­mi ponad 460 tys. wi­dzów. Po­ka­zy­wa­no ją w ki­nach także m.in. w Ar­gen­ty­nie, Au­stra­lii, Au­strii, Bel­gii, Ja­po­nii, Ka­na­dzie, Niem­czech, Nor­we­gii, Nowej Ze­lan­dii, Szwaj­ca­rii i na Taj­wa­nie....”

 Artyzm,dzieło sztuki, nagrody, blichtr, światła reflektórów, czerwony dywan, 

idauśmiechy,gratulacje i duma oraz sława - jakże łatwo dać sie wciagnąć w atmosferę euforii, radości i - w rezultacie - oszukać.. ......Rzadko znajdzie sie ktoś, kto odrzuci worek złota , jeśli na drugiej szali waży się wyłącznie godność . Czasem ...często .....w większości wypadków....odrzuca się godność znajdując usprawiedliwienia , by ów worek złota jednak zgarnąć.  Wszak bardziej dotykalny i wymierny korzyściami a godnością się człek nie naje.

 A ja wolę patrzć sobie wprost w oczy stojąc przed lustrem. Oczywiście, wobec faktu, że wyrzucam Idę z obszaru uwielbienia,  można mi zarzucić, że nie doceniam sztuki, jestem dyletantem i  nie znam się na niej – wszak daleko mi tak do  artysty jak i  krytyka. Przygotowany jestem na wszelkie podobne zarzuty i o tyle mi łatwiej pisać poniższe słowa, o ile nikomu podlizać się nie mam  intencji a i do rywalizacji o nagrody nie staję 

 Już niejeden fałsz sprzedano nam pod płaszczem owej sztuki. Lata całe  mnie tym karmiono i nauczyłem się oddzielać pojęcia i ważyć oceny. Ida jest najbardziej groźnym filmem ...groźnym tworem ...groźnym dziełem....... którego przyszło mi dotykać w ostatnim czasie. Przede wszystkim groźnym narzędziem. Pokłosie przy niej to nieomal twór dyletanta i wyłącznie próba mikrofonu.

Obdarzono Idę tyloma nagrodami , że Polska nie może jej już odrzucić. Pułapka ...śmiertelna pułapka , w którą nas złapano ..... zagoniono  do niej perfidnie, jak bezrozumne zwierzęta przeznaczone na odstrzał.

 W tym filmie nawet już nie ma słowa o niemieckiej okupacji...może jedno czy dwa ..nieistotne ..okupacja już  nie jest ważna, już nie musi stanowić podłoża zachowań, już nie trzeba się do niej odwoływać, by głosić polskie winy.

W tym filmie fikcję pomieszano z odniesieniami do faktycznych postaci. Odniesieniami, których zdrowy umysł nijak nie jest w stanie zaakceptować i logicznie złączyć w spójną całość. Ten film nie opiera niczego na jakimkolwiek fakcie czy zdarzeniu historycznym. Założono, że taka historia mogła sie zdarzyć  i na tym oparto przekaz, który ma pozostać  w pamięci nie jako coś prawdopodobnego, tylko jako coś, co zdarzyło sie bezspornie i naprawdę.

Dodano do wymyślonej historii cały zestaw artystycznych tricków ...milczenie, dłużyzny, dym z papierosa..czarno-biały klimat......po to, by widz miał czas  przetrawić, powoli i krok za krokiem pod batutą reżysera,  kolejne epizody, by zakotwiczyć w jego podświadomości  jedno wyłącznie przesłanie w sposób trwały i nieusuwalny .

Grobowe milczenie ( 40% nastroju), oczy wiecznie wbite w ścianę lub przed siebie (40% nastroju) , kopanie dołu ( 20% nastroju) i  wpisane w to wszystko przesłanie, które aktorzy ( skądinnąd znakomita Kulesza, brawo !! tylko dlaczego akurat w takich scenach ?  ) noszą   wyryte na czole  - znów Polak zabił Żyda ( 100% nastroju).

Tak, jak w minionym, socjalistycznym czasie ideologię ubierano w rymy, rytmy i dźwięki, dodawano koloru pędzlem, głoszono pieśnią i arią ze sceny teatru czy opery, stawiano rzeźby i posągi, by łatwiej mogła się ukorzenić w umysłach...by tam została, skamieniała na wieki i kojarzyła się z czymś miłym, wdzięcznym i w rezulatacie, w swoim majestacie i wielkości, niepodważalnym,  tak i tu dokonano tej samej operacji. Ciekawym pozostaje  odpowiedź na pytanie – dlaczego wtedy, tak szeroko i powszechnie,  znajdowaliśmy w sobie  wystarczającą ilość woli, odwagi i umiejętność  właściwej klasyfikacji zjawisk a dzisiaj przychodzi nam to z trudem.

Sztuka potrafi zabić niejedno poczucie oryginalnego smaku, jeśli twórca  wystarczająco się zaangażuje. Potrafi sprawić, że fałsz i truciznę łyka się z przyjemnością i czasem nawet prosi o więcej.

Pawlikowski w jednym z wywiadów wspomina, że był zafascynowany postacią Heleny Wolińskiej, dobrodusznej starszej pani tryskającej humorem i , gdy dowiedział się, kim w przeszłości była, zapragnął dokonać studium postaci. Miał szansę dokonać tego studium - mógł przedstawić Helenę Wolińską taką, jaką była w rzeczywistości - pokazać , w jaki sposób z kata polskch patriotów zmieniła się w dobroduszną staruszkę.

Nie skorzystał z tej szansy. Warto zapytać dlaczego. Przedstawił za to studium polskiego narodu - oto kolejny przykład , jak to Polacy mordowali Żydów. Zapominając chyba, że to właśnie Wolińska, Żydówka z pochodzenia mordowała Polaków, bohaterów narodowych - wydając wyroki z zimną krwią, w poczuciu dobrze pełnionej misji i bez wyrzutów sumienia. A może chciał jedynie uzyskać efekt usprawiedliwienia poprzez umieszczenie w  filmie skrajności ?.. Nawet jeśli chciał,  to mu nie wyszło.

Sam fakt, że fabuła opiera się o dym papierosowy "Krwawej Wandy" jest też pozbawiony jakiegokolwiek historycznego lub nawet fabularnego sensu, bo niby dlaczego akurat w takiej opowieści znalazła swoje miejsce postać, mimo wszystko,  tak znacząca w polskiej historii...postać,która odcisnęła  tragicze  na tej historii piętno ..postać zasługująca jednak na  zupełnie oddzielną opowieść  i nagle zajmuje ona na planie wyłącznie pozycję tła ukrytego za  papierosowym dymem.

Równie dobrze ciotką Idy mogła być zwyczajna Żydówka, prawda?. Otóż nie, nie mogła - film (a z nim przekaz) straciłby na nośności. 

Mimo wszystko, obecność postaci wzorowanej na żydowskim kacie polskości z jednoczesnym usunięciem w cień faktycznych jego ( jej ) poczynań efektu obrazowi przydaje.

I nikt juz nie zastanawia się dlaczego autor zaznacza  - choć dość pokrętnie, poprzez  swego rodzaju domyślność - żydowskie pochodzenie a nie wspomina czynów - wszak Krwawa Wanda w filmie to nieszkodliwa, zadumana i znerwicowana osoba, która w żaden sposób nie może nikomu kojarzyć sie ze zbrodniczym charakterem a tym bardziej z podobnie zbrodniczą działalnością. Czyżby był to wstęp do wybielania komunistycznych zbrodniarzy żydowskiego pochodzenia? .....sygnał,że  wiele jeszcze przed nami ?

W filmie umieścił  twórca wiele wątków lecz żadnemu,  poza jednym, wiadomym i znanym,  nie nadał  nawet pozorów próby rozwinięcia. Wątek jazzowy ..a czyż nie miał na celu wywołania rozrzewnienia widza? Z czym również niby miała i mogła się kojarzyć scena, w której bohaterka , nowicjuszka zakonu, idzie do łóżka z dopiero co poznanym muzykiem ?..

Może chodziło o pogardę dla chrześcijańskiej wiary? ... wszak taka ona mocna, że można jej zaprzeczyć  - nikt tego nie wie i nikt się nad tym nie zastanowi. I nikt nie zna przyczyn , dla których  te i kilka innych scen w filmie swoje miejsce znalazły. Przypomina to trochę budowanie treści  bez dbałości o spójność fabuły i bez szacunku do widza w oparciu wyłacznie o przekonanie, że dzieło i tak dosięgnie nagroda.

W istocie rzeczy Ida jest jednak dziełem sztuki ponad wszelką wątpliwość.  Lecz daremnie szukać jej umocowania w obszarze  sztuki  domyślnie rozumianej. Znajduje swoje miejsce natomiast w obszarze  sztuki manipulacji widzem i jego emocjami. Na usta nieodparcie ciśnie się pytanie komu lub czemu taka sztuka służy i dokąd nas  prowadzi.

 Na pewno nie opowiada  historii prawdziwej i nie jest dziełem, z którego Polacy powinini być szczególnie dumni choć nie podejrzewam, byśmy oficjalnie odrzucili worek złota. Nawet gdy na drugiej szali będzie leżał honor. 

 

Wojciech Różański