Australia. Poseł do muzułmanów: "Komu nie odpowiadają nasze wartości nie musi się tu męczyć. Niech wraca"

Ocena użytkowników:  / 9
SłabyŚwietny 

Australijscy muzułmanie i wspierający ich aktywiści organizacji społecznych działający na rzecz tolerancji religijnej i rasowej, wysłały petycję do premiera Australii,domagając się, by skłonił on do przeprosin posła, który zarzucił muzułmanom, że w meczetach szerzą zbrodniczą ideologię oraz okrutne prawo koraniczne – szariat. Poseł nie przeprosił, a wręcz przeciwnie, dołożył jeszcze wyznawcom Islamu, a premier... przyznał mu rację.{jcomments on}

George Christiansen, 37. letni poseł do parlamentu z ramienia Narodowej Partii Liberalnej (NL),reprezentujący stan Queensland, nie jest wzorem poprawności politycznej. Co jakiś czas głośno o nim, ponieważ w sposób bardzo bezpośredni przedstawia swoje opinie. Najczęściej dotyczą one mniejszości muzułmańskiej, która liczy 340 tysięcy wyznawców, co 23,5 milionowej Australii stanowi 1, 7 %, raz tylko negatywnie wyraził się o Żydach, tylko o koszernych, co prawda, ale i tak musiał się bronić przed zarzutami antysemityzmu. Bardzo często przypominał muzułmanom, że istnieje coś takiego, jak samoloty i statki, i jak się komuś w Australii nie podoba, to zawsze może z nich skorzystać: „Chętnie pomożemy przy pakowaniu”.

W roku 2010 było o nim głośno, ponieważ domagał się by Australia zaprzestała eksportu żywej rogacizny do Malezji, uzasadniając, że Malezja jest krajem islamskim, a „ jest powszechnie wiadomo, że muzułmanie obchodzą się ze zwierzętami bardzo okrutnie”. Żądał również, by Australii zakazano uboju rytualnego, który przysparza dodatkowych, niepotrzebnych cierpień zwierzętom. Tym stwierdzeniem przysporzył sobie wrogów w postaci społeczności muzułmańskiej nie tylko w Australii.

Jednak wbrew pozorom poseł z Queensland nie jest wrogiem muzułmanów, ani ludzi innych wyznań czy ras. Uważa on bowiem, a zgadzają się z nim, pod tym względem nie tylko jego wyborcy, że trzeba bronić „wartości australijskich”, do których zalicza: równość wszystkich obywateli bez względu na rasę i wyznanie, oraz prawo, które wszyscy, w równym stopniu muszą przestrzegać.

I tu dochodzimy do tego, co wywołało protesty muzułmanów i wspomnianych organizacji które wspólnie podpisały petycję do premiera Abbota, by przywołał on do porządku, posła Christiansena.

Czym poseł sobie na, to zasłużył? Otóż na stronie stowarzyszenia „Odzyskać Australię” („Reclaim Australia”), które powstało w jego rodzinnym Mackay (Queensland), jako straż wartości australijskich judeo-chrześcijańskich, przed radykalnym islamem, poinformował o swoim spotkaniu, które ma się odbyć jutro. Zapowiedź napisał w ubiegłą środę i zamieścił tam kilka zdań, które rozdrażniły muzułmanów i strażników poprawności politycznej.

Pod naszym nosem muzułmanie podstępnie, w zaciszu meczetów, krok po kroku szerzą swoją okrutną ideologię – prawo koraniczne (szariat -przyp. red), które jest opresywne, niehumanitarne. Jestem przeciwny islamizacji, łamaniu australijskiego prawa, oraz ignorowaniu naszych wartości.

Zdaniem Christiansena upowszechnianie szariatu, jako nadrzędnego, lub alternatywnego prawa, już samo w sobie jest przestępstwem – australijskie prawo obowiązuje wszystkich, nie ma wyjątków, w Australii nie można mieć dwóch, lub więcej żon, nie można poślubiać dzieci, nie można okaleczać kobiet, bo taka jest tradycja - jest też równość płci, gwarantowana przez konstytucję.

Kobieta jeśli nie chce, ma prawo nie zasłaniać twarzy głowy, może ubierać się w dowolny sposób, wolno jej odejść od męża. Przestępstwem jest również ubój rytualny – zwierzęta nie giną natychmiast, lecz wykrwawiając cierpią.

Musimy stanowczo zaprotestować przeciwko kulturze ustępstw, jeśli chcemy, żeby zarówno my, jak i nasze dzieci, wnuki mogły żyć tak, jak żyli nasi rodzice i dziadkowie, w wolności, równości, szacunku do wszystkich bez względu na, to skąd pochodzą.”

Sygnatariusze petycji domagają się nie tylko przeprosin, lecz również, tego, by premier nie dopuścił do zorganizowania wtorkowego wiecu.

W uzasadnieniu piszą m.in.:„W kraju, który ma długą historię wielokulturowości, nie możemy pozwolić, żeby poseł udział we wiecach, w których nawołuje dyskryminacji mniejszości etnicznych i religijnych w Australii”.

Zarzucają posłowi, że, za jego poduszczeniem, aktywiści „Odzyskaj Australię” organizują rajdy do miast stanu Queensland, i szerzą tam anty-islamską propagandę, a nawet obrażają kobiety ubrane w tradycyjne stroje, wołając za nimi: „muzułmańskie dziwki” (autorzy tych oskarżeń nie podają jednak, gdzie i kiedy się, zdarzało).

Christiansen ripostuje: „ islamska ekstrema i lewaccy apologeci poprawności politycznej, „kulturowi marksiści” którzy wszystko wiedzą lepiej i robią lepiej, twierdzą, że jesteśmy bandą rasistów, bigotów, islamofobów, białych ekstremistów, skinheadów, i nazistów. To smutne, że w tym kraju, tych, którzy są przeciwni tyranii islamskiego ekstremizmu, są oskarżani o rasizm, zajadłość i nietolerancję. Kto uważa, że radykalny islam nie wypowiedział nam wojny, jest naiwnym głupcem. A co się tyczy wiecu, to prędzej piekło zamarznie niż ja z niego zrezygnuję”.

Piekło nie musi zamarzać - premier Australii, Tony Abbot, po zapoznaniu się z treścią petycji odpowiedział krótko i na temat: „Krytyka ekstremizmów, potępianie i zwalczanie ich, nie jest dyskryminacją walka z nim nie jest dyskryminację na tle religijnym, ani rasowym”.

Janusz Młynarski    (za „Brisbane Times”, „The Idependent”)